- Ja wim - rzucił twardą polszczyzną Wieczorek, trącając paluchem pomidorowy nos,jakby to on mu podpowiedział rozwiązanie. .

. - Tam jest, przy moim ojcu na katarynce!. - Widzisz, że nie.. W międzywojennych czasach wydać książkę nie było rzeczą łatwą. Toteż pierwszy zbiór moich felietonów, złożony z samych pyskówek i opatrzony tytułem Znakiem tego..., odleżał się trochę, zanim znalazłem wydawcę. Zwróciłem się najpierw do ruchliwej, poważnej firmy Przeworskiego. Ale kierownik, pan Igrek, odpowiedział mi, że felietonów niżej Nowakowskiego Przeworski nie wydaje. Połknąłem pigułkę i wrzuciłem maszynopis do szuflady, niech leży. Jednak życzliwe dusze pomogły. Miła moja koleżanka redakcyjna Karolina Beylin, stale współpracująca z taką potęgą wydawniczą jak przedwojenny "Rój", powiedziała mi kiedyś: - Wiesz, ja ci to załatwię.. Pracy. Pod pretekstem "walki z marnotrawstwem ziemi. Słabiej rozwiniętym przemyśle i handlu wciąż.